Czy zdjęcia macro są trudne?
Świat makrofotografii to zupełnie inna rzeczywistość: piękna, surowa, fascynująca, bezwzględna, zachwycająca, ulotna, niepowtarzalna, zapierająca dech w piersiach. Uczy cierpliwości, pokory, nowego spojrzenia na otaczający nas mikrokosmos. Odpręża, bawi i wzrusza. I by go dostrzec, by zatrzymać chwilę z jego życia wcale nie potrzebujemy drogiego sprzętu - wystarczy kilkanaście bądź kilkadziesiąt złotych, zapał i trochę czasu. A inspiracją do zdjęć może być wszystko, co nas otacza: rozsypana na kuchennym blacie gruba sól czy cukier, kapiące z kranu krople wody, pręciki kwiatów, maska świeżo umytego auta, gąsienica motyla, pajęczyna, sushi... Słowem: wszystko, co nam podsunie wyobraźnia. Oto kilka przykładów:




Skupmy się więc na właścicielach aparatów kompaktowych. A mają oni całkiem pokaźny arsenał środków i metod. Zacznijmy od najprostszej:
1. Funkcja Macro
Każdy aparat cyfrowy, a nawet niektóre zaawansowane telefony komórkowe z wbudowanym aparatem fotograficznym posiadają funkcję Macro. Wielu producentów kusi, iż ich model ma możliwość robienia zdjęć makro już od 1 cm.
W praktyce nie jest tak różowo, bo skala odwzorowania nie jest imponująca (prawdziwe macro zaczyna się od skali 1:1). Ale nie jest też źle. W wielu przypadkach efekty są zadowalające i prawdę mówiąc zaspokajają ambicje wielu fotoamatorów. Są jednak tacy, którzy chcieliby mocniej zgłębić się w świat makrofotografii. Wtedy należy sięgnąć po:
2. Soczewki powiększające
By móc z nich korzystać potrzebujemy specjalną tuleję, która umożliwi przymocowanie soczewki lub filtrów do aparatu. Niektórzy producenci zaawansowanych aparatów kompaktowych dodają taką tuleję w komplecie, Ci, którzy nie mają tyle szczęścia muszą ją zakupić. Właściwie w grę wchodzi tylko zakup przez internet: czy to poprzez Allegro, czy w jednym z wielu fotograficznych sklepów internetowych. Dostępne są tulejki do niemal wszystkich popularnych modeli aparatów cyfrowych, więc nie powinno być problemu z ich zakupem. Często są one sprzedawane w komplecie z zestawem najpopularniejszych filtrów: UV, polaryzacyjny, a bardziej zaawansowane mają też soczewkę. Koszt takiego zakupu waha się w granicach 40 (sama tulejka) - 150 zł (zestaw zaawansowany).
Po dokonaniu zakupu zakładamy tulejkę, a następnie przykręcamy soczewkę.
Jakie kupić soczewki? Dostępne są następujące soczewki: +1 dioptria, + 2 dioptrie, + 3 dioptrie, +4 dioptrie, +10 dioptrii. Ostatnia z soczewek ze względu na duże powiększenie może powodować błędy i zniekształcenia w rejestracji obrazu. Wg mnie najrozsądniejszym zakupem są dwie soczewki: +3 i +4 dioptrie lub +10, ale lepszej firmy, np. Marumi. Należy też pamiętać, że nie powinno się stosować więcej niż 2 soczewki jednocześnie (nie dotyczy soczewki +10 dioptrii). Koszt zakupu jednej soczewki to kwota rzędu 20 - 100 zł.

Nadmienię, że wykorzystywanie okularów dziadka Zdziśka czy soczewek kontaktowych sąsiadki Magdy raczej nas rozczaruje (choć kuzynka już niekoniecznie).
Taki zestaw pozwala na osiągnięcie całkiem przyzwoitych powiększeń przy stosunkowo niewielkiej stracie na jakości.
No tak, ale przecież apetyt rośnie w miarę jedzenia. Co wtedy? Czas zwrócić uwagę na:
3. Konwerter macro firmy Raynox
Co to takiego? Nic innego jak stosunkowo wysokiej klasy soczewka o dużym powiększeniu zaopatrzona w specjalne, uniwersalne mocowanie typu snap-shot. Umożliwia ono założenie konwertera na obiektyw bądź tulejkę o średnicach: 52 - 67 mm.

W przypadku konwertera wielkość odwzorowania jest zależna od ogniskowej, albo, mówiąc prościej: im mamy większy zoom, tym bardziej powiększa. Poniższe zdjęcie było właśnie wykonane konwerterem Raynox założonym na obiektyw 70-300 mm.
Konwerter, podobnie jak tulejki możemy kupić niemal wyłącznie w internecie. Cena, to ok. 130 - 220 zł. Wielu sprzedawców dodaje gratis mini statyw lub dodatkową soczewkę makro + 4 dioptrie, którą można nakręcić na konwerter (średnica soczewki - 49 mm). Podobne, jeżeli nie lepsze efekty osiągniemy za pomocą ostatniej metody:
4. Obiektyw + pierścień odwrotnego mocowania
Co potrzebujemy? Naturalnie wspominaną na początku tulejkę, następnie pierścień odwrotnego mocowania (koszt ok. 17 - 25 zł) i obiektyw. Doskonale w tej roli sprawdzi się obiektyw Helios wykręcony ze starego Zenita. Jeżeli nie posiadamy go, kupno używanego obiektywu to kwota rzędu 20-40 zł (Allegro). I tu mała uwaga: ze względu na sporą popularność tych obiektywów ich cena oscyluje w górnych granicach podanego zakresu. Jednakże gdy z działu Obiektywy (wciąż mowa o Allegro) przeniesiemy się do działu: Lustrzanki analogowe - Zenit, okazuje się, że czasami można kupić kompletnego Zenita za podobną, a nawet niższą kwotę. Mi się udało kupić Zenita z obiektywem i lampą za 20 zł.


Jaki wybrać pierścień odwrotnego mocowania? Na zakup pierścienia decydujemy się gdy już znamy następujące dwie wartości: średnica gwintu mocowania filtrów w naszej tulejce i średnica mocowania filtrów w obiektywie, który posiadamy. W przypadku obiektywu z Zenita jest to najczęściej 52 mm, ale zamiast tego obiektywu można zastosować każdy inny. Heliosa podałem z dwóch powodów: są bardzo tanie i bardzo dobre optycznie. Gdy już znamy obie średnice (zazwyczaj tulejka jak i obiektyw mają na obudowie podaną średnicę, w razie problemów używamy linijki), szukamy na Allegro odpowiedniego pierścienia.
Po skompletowaniu zestawu, przystępujemy do montażu: najpierw zakładamy tulejkę, następnie wkręcamy pierścień, na koniec obiektyw. Obiektyw wkręcamy tyłem do przodu (w żargonie mówi się: dupką), czyli szerszy koniec nakręcamy na tulejkę. Więcej na ten temat można poczytać TU.
Taki zestaw umożliwia osiągnięcie efektów na bardzo wysokim poziomie. Naturalnie by się nimi pochwalić, należy trochę poćwiczyć, by nabrać wprawy.
Powyższe zdjęcie jest zrobione właśnie tą metodą.
Kilka porad odnośnie robienia zdjęć makro:
1. O ile jest to tylko możliwe w naszym aparacie, ostrość i przysłonę ustawiamy ręcznie.
2. Przy skali odwzorowania uzyskiwanej dzięki konwerterowi czy odwróconemu obiektywowi (może to być nawet 2,5:1) głębia ostrości (obszar za i przed punktem, na który ustawiamy ostrość, a który wciąż jest ostry) wynosi w ekstremalnych warunkach 1-3 mm. (stąd pojęcie "papierowej" głębi ostrości). By ją zwiększyć, należy przysłonę ustawić najlepiej na wartość 22 lub więcej (im wyżej, tym lepiej). Rodzi to jednak kolejną komplikacją: brak światła. Robiąc zdjęcie nieruchomego obiektu, wystarczy wydłużyć czas naświetlania. Gdy to nie pomoże lub gdy obiekt jest ruchliwy musimy skorzystać z doświetlenia. W tym celu wykorzystujemy lampę błyskową lub tzw. blendę. Blenda to nic innego, jak owal lub koło o średnicy kilkunastu do kilkudziesięciu centymetrów pokryte srebrną lub złotą folią. Przy jej pomocy bawimy się w "puszczanie zajączków"; by doświetlić scenę. Ponieważ oryginalne blendy są dość drogie, możemy się ratować domowymi sposobami: koc termiczny, rakietka do tenisa owinięta folią aluminiową, biała kartka papieru, a jeżeli chcemy uzyskać kolorowe tła, to używamy kolorowych kartek, a w ostateczności lustereczko z torebki żony. Jeżeli takowej nie posiadamy, może to być dowolna żona z torebką i lusterkiem.
3. Z uwagi na niewielką głębię ostrości (słynna, "papierowa" głębia ostrości) do makrofotografii używamy statywu. Niekoniecznie musi to być od razu duży statyw (choć byłby zalecany z uwagi na większą stabilność). Jak już wspomniałem przy okazji konwertera Raynox, wielu sprzedawców dodaje gratis mini statyw. W sklepie takie cudo kosztuje w okolicach 10-20 zł (np. MM, Fotojoker). W roli statywu świetnie sprawdzi się też kawałek muru, stabilny kamień czy... worek grochu. O ile sami nie potrzebujemy stabilizacji, taszczenie ze sobą worka 25-kilogramowego nie jest niezbędne. Wystarczy płócienny woreczek z zawartością max 1 kg grochu. To stary, sprawdzony sposób na stabilne umieszczenie aparatu.
4. Z uwagi na niewielką... itd., każde poruszenie aparatu spowoduje zmianę punktu ostrzenia, a co za tym idzie i całej głębi ostrości. Dlatego najlepiej aparat wyzwalać pilotem lub wężykiem (jeżeli jest taka możliwość) lub korzystać z samowyzwalacza.
5. Na początek najlepiej w roli modeli wykorzystywać elementy martwej natury, a także znalezione martwe zwierzęta (muchy, szerszenie, mrówki, pająki). Wraz ze zdobywaniem doświadczenia zaczynamy fotografować żywe zwierzęta. Wiele z nich nie stwarza problemów, ba, nawet sprawiają wrażenie jakby pozowały. Dość łatwe, a zarazem bardzo efektowne do fotografowania są pająki. Oczywiście nie wszystkie gatunki, bo np. takie skakuny, to już wyższa szkoła jazdy. Choć można je "zahipnotyzować", machając im przed oczyma np. kolorową kredką. Dobrze jest też wybrać się na bezkrwawe łowy o wczesnym poranku - chłodne powietrze na większość owadów działa "spowalniająco". Nie polecam stosowania sprężonego powietrza, które powoduje zamrożenie owada na wieki wieków. Dzięki temu łatwiej będzie nam "ustrzelić" coś imponującego.
6.Dla uzyskania bardzo atrakcyjnego wizualnie efektu rosy, warto mieć przy sobie niewielki spryskiwacz. Matka natura nie pogniewa się, a ciocia Bronia na pewno spadnie z krzesła oglądając cudowną modliszkę skąpaną w kroplach rosy. Ponieważ woda dość szybko paruje, dobrze jest w niej rozpuścić kilka łyżeczek glukozy.
Makrofotografia nie jest straszna, nie bójmy się jej. Próbujmy, eksperymentujmy, szukajmy natchnienia w otaczającym nas świecie, bawmy się nią. To wspaniałe lekarstwo na nasze zabieganie, stres i depresję. To świat, który sami tworzymy własną inwencją, to świat, którego jesteśmy częścią, a on jest częścią nas.
Kilka przydatnych linków, gdzie możemy kupić omawiane akcesoria:











